Przejdź do głównej zawartości

Kluczowy świadek Jorn Lier Horst

Hallo!

Dzisiaj książka, która od dłuższego czasu czekała w kolejce książek do przeczytania, a teraz doczekała się mojej recenzji. Czy warto było ją przeczytać?





Historia, która została przedstawiona w książce bazuje na autentycznym wydarzeniu jakie miało miejsce w Norwegii. Było to jedno z najbardziej zagadkowych morderstw w dziejach norweskiej kryminalistyki. Mianowicie 71- letni wdowiec został w bardzo brutalny sposób zamordowany w swoim domu. Sprawca najprawdopodobniej szukał czegoś w domu Rolanda Ramma, ponieważ został on splądrowany. Co ciekawe, zabójca prawdopodobnie został wpuszczony przez  Ronalda Ramma, gdyż okna i drzwi były nienaruszone.
Do odkrycia tej makabrycznej zbrodni doszło dzięki sąsiadowi, który zaniepokoił się przepełnioną od kilku dni skrzynką pocztową sąsiada.

Morderstwo, którego dokonał  nieznany sprawca w 1995 roku do dzisiejszego dnia nie zostało wyjaśnione. Historia ta stała się za to  świetną inspiracją dla autora, a zarazem byłego szefa wydziału śledczego do napisania pierwszego z dziesięciu tomów o Williamie Wistingu.

W pierwszym tomie poznajemy początki pracy policjanta, a także jakiś wycinek z jego życia osobistego. Nie jest to typowy policjant z większości powieści kryminalnych - mierzący się sam z przestępcami oraz ze swoimi nałogami. Jest to, więc jakaś odmiana, którą autor celowo wprowadził do swojej książki.

Historia, mimo że powinna być bardzo interesująca to nie wciągnęła mnie tak bardzo w swój świat. Podczas czytania, wiele razy miałam ochotę po prostu odstawić tą książkę na półkę nie doczytując jej nawet do połowy. Dopiero druga połowa książki zainteresowała mnie dużo bardziej i dostrzegłam zalążek potencjału tkwiący w autorze tej książki. Być może moje małe zainteresowanie lekturą wzięło się z bardzo wolno rozwijającej się akcji. 

Czytałam już lepsze debiuty, książkę trochę męczyłam. Głównie to z ciekawości, kto zabił samotnego 71- letniego mężczyznę.  Dla mnie zabrakło w tej książce tego czegoś, co mogłoby mnie zainteresować już od pierwszych stron.

Jeżeli ktoś nie zraża się debiutami to można tą książkę przeczytać. Jednak sam autor w słowie wstępu uznał, że  pierwsza książka o Williamie Wistingu jest słaba. Także może warto dać szanse kolejnym częściom i przekonać się jak rozwinął się warsztat pisarza.



Komentarze