Hallo!
Ostatnio zauważyłam,że mam jakiś okres na czytanie książek jednego autora...Grahama Mastertona, ponieważ czytam już kolejną książkę tego autora. Mam już nawet wyrobione zdanie na temat jego twórczości i przyznam, że nie rozumiem czemu ludzie wręcz wielbią Kinga, a tego autora omijają szerokim łukiem.
No, ale do rzeczy...
Jakiś czas temu znalazłam tę książkę, a właściwie skarb, bo widać było,że dopiero co została zakupiona przez moją bibliotekę. Nie zastanawiając się długo po prostu ją wypożyczyłam, tym bardziej, że chciałam ją wcześniej kupić, ale nie byłam co do tego zakupu przekonana i nie chodziło o treść, a bardziej o cenę.
Książkę zaczęłam od razu czytać i muszę przyznać, że jej opis mnie trochę zmylił... spodziewałam się jakiegoś elementu nadprzyrodzonego, którego nie spotkałam w całej książce.
Jadnak mimo braku zjawisk nadprzyrodzonych Graham Masterton trafnie poruszył jeden problem...braku wody, który może w każdej chwili dotknąć ludzi i to nie tylko mieszkańców trzeciego świata, którzy o prawdziwie czystej wodzie mogą jedynie pomarzyć.
Kwestia wody, a właściwie jej braku została osadzona w USA, w stanie Kalifornia, gdzie mieszkańcy San Bernardinio, w tym główny bohater i jego rodzina zostają rotacyjnie na 48 godzin odłączani od wody. Szybko okazuję się, że czasowe wyłączenia wody to tylko mrzonka. Na ulicach wybuchają zamieszki, ludzie zaczynają pokazywać swoje najgorsze, niemal zwierzęce instynkty.
Oprócz suszy, która opanowała całe Stany Zjednoczone na rodzinę Martina spada jeszcze jedno nieszczęście. Jego syn przez nieszczęśliwy splot wydarzeń zostaje podwójnie oskarżony o morderstwo oraz gwałt na swojej koleżance. Jednak były marienes nie pozostawia syna na pastwę losu i porywa go z transportu do celi przez co ściąga sobie na głowę agentów, którzy za wszelka cenę muszą go złapać.
Martin chcąc ochronić swoją rodzinę przed suszą z pomocą pewnego Indianina wybiera się do jedynego miejsca, w którym jest woda... Jeziora Zaginionej Dziewczyny. Kto okażę się prawdziwym przyjacielem, a kto wrogiem? O tym musicie przekonać się sami.
Była to moja pierwsza książka tego autora, którą w tym gatunku przeczytałam i przyznam szczerzę, że chyba jednak bardziej podobają mi się książki Mastertona, gdzie występują zjawiska nadprzyrodzone. Może to też kwestia przyzwyczajenia, ale mimo wszystko autor mnie nie zawiódł i spokojnie mógłby na podstawie jego książki zostać nakręcony film katastroficzny.
Książka podzielona jest na rozdziały, więc opowiada tą samą historię z innego punktu widzenia, bo postaci są w innej sytuacji, ale nie będę Wam tego zdradzała. Mogę tylko powiedzieć,że trochę mnie to wybiło z rytmu i przez chwile nie wiedziałam czy czytam jedną i tą samą akcję czy zaczęła się już zupełnie nowa.
Jedyne co zaczęło mi przeszkadzać w jego książkach to trochę za dużo przekleństw, ale zostało mi to wynagrodzone świetnymi opisami, które przenosiły mnie prosto w konkretną akcję. Czasem wręcz nie mogłam czytać dalej, bo stawałam się świadkiem tych wydarzeń i odczuwałam wszystkie te emocje co bohaterowie książki.
Zastanawia mnie natomiast wybór akurat takiej okładki. Czy jest nawiązaniem do tego co się dzieję w książce czy to po prostu okładka? Jednak sądząc po pęknięciach na skórze odnoszę wrażenie,że okładka nie jest dziełem przypadku.
Zaskoczyło mnie natomiast zakończenie, które wcale nie było takie oczywiste jak mi się od początku wydawało. Oczywiście po części spodziewałam się zakończenia, ale na pewno nie na tyle,żeby przewidzieć całość.
Ostatnio zauważyłam,że mam jakiś okres na czytanie książek jednego autora...Grahama Mastertona, ponieważ czytam już kolejną książkę tego autora. Mam już nawet wyrobione zdanie na temat jego twórczości i przyznam, że nie rozumiem czemu ludzie wręcz wielbią Kinga, a tego autora omijają szerokim łukiem.
No, ale do rzeczy...
Jakiś czas temu znalazłam tę książkę, a właściwie skarb, bo widać było,że dopiero co została zakupiona przez moją bibliotekę. Nie zastanawiając się długo po prostu ją wypożyczyłam, tym bardziej, że chciałam ją wcześniej kupić, ale nie byłam co do tego zakupu przekonana i nie chodziło o treść, a bardziej o cenę.
![]() |
| Źródło |
Książkę zaczęłam od razu czytać i muszę przyznać, że jej opis mnie trochę zmylił... spodziewałam się jakiegoś elementu nadprzyrodzonego, którego nie spotkałam w całej książce.
Jadnak mimo braku zjawisk nadprzyrodzonych Graham Masterton trafnie poruszył jeden problem...braku wody, który może w każdej chwili dotknąć ludzi i to nie tylko mieszkańców trzeciego świata, którzy o prawdziwie czystej wodzie mogą jedynie pomarzyć.
Kwestia wody, a właściwie jej braku została osadzona w USA, w stanie Kalifornia, gdzie mieszkańcy San Bernardinio, w tym główny bohater i jego rodzina zostają rotacyjnie na 48 godzin odłączani od wody. Szybko okazuję się, że czasowe wyłączenia wody to tylko mrzonka. Na ulicach wybuchają zamieszki, ludzie zaczynają pokazywać swoje najgorsze, niemal zwierzęce instynkty.
Oprócz suszy, która opanowała całe Stany Zjednoczone na rodzinę Martina spada jeszcze jedno nieszczęście. Jego syn przez nieszczęśliwy splot wydarzeń zostaje podwójnie oskarżony o morderstwo oraz gwałt na swojej koleżance. Jednak były marienes nie pozostawia syna na pastwę losu i porywa go z transportu do celi przez co ściąga sobie na głowę agentów, którzy za wszelka cenę muszą go złapać.
Martin chcąc ochronić swoją rodzinę przed suszą z pomocą pewnego Indianina wybiera się do jedynego miejsca, w którym jest woda... Jeziora Zaginionej Dziewczyny. Kto okażę się prawdziwym przyjacielem, a kto wrogiem? O tym musicie przekonać się sami.
Była to moja pierwsza książka tego autora, którą w tym gatunku przeczytałam i przyznam szczerzę, że chyba jednak bardziej podobają mi się książki Mastertona, gdzie występują zjawiska nadprzyrodzone. Może to też kwestia przyzwyczajenia, ale mimo wszystko autor mnie nie zawiódł i spokojnie mógłby na podstawie jego książki zostać nakręcony film katastroficzny.
Książka podzielona jest na rozdziały, więc opowiada tą samą historię z innego punktu widzenia, bo postaci są w innej sytuacji, ale nie będę Wam tego zdradzała. Mogę tylko powiedzieć,że trochę mnie to wybiło z rytmu i przez chwile nie wiedziałam czy czytam jedną i tą samą akcję czy zaczęła się już zupełnie nowa.
Jedyne co zaczęło mi przeszkadzać w jego książkach to trochę za dużo przekleństw, ale zostało mi to wynagrodzone świetnymi opisami, które przenosiły mnie prosto w konkretną akcję. Czasem wręcz nie mogłam czytać dalej, bo stawałam się świadkiem tych wydarzeń i odczuwałam wszystkie te emocje co bohaterowie książki.
Zastanawia mnie natomiast wybór akurat takiej okładki. Czy jest nawiązaniem do tego co się dzieję w książce czy to po prostu okładka? Jednak sądząc po pęknięciach na skórze odnoszę wrażenie,że okładka nie jest dziełem przypadku.
Zaskoczyło mnie natomiast zakończenie, które wcale nie było takie oczywiste jak mi się od początku wydawało. Oczywiście po części spodziewałam się zakończenia, ale na pewno nie na tyle,żeby przewidzieć całość.


Komentarze
Prześlij komentarz